Niech żyje bal # inflacja stylu życia

W wielu firmach pierwszy kwartał nowego roku to czas przyznawania podwyżek i wypłacania premii rocznych. Zastanawiałaś się kiedyś ile razy wydałaś już te pieniądze w swojej głowie? Może kupiłaś za nie nową torebkę, lepszy smartfon albo wypasiony obiektyw do aparatu czy też sfinansowałaś dzięki nim wybielanie zębów, lekcje śpiewu, trenera personalnego albo ekstra wyjazd w tropiki?

Koszty rosną
Możliwe, że czasem zastanawiasz się jak to jest, że będąc na studiach mogłaś przeżyć miesiąc za kilkaset złotych albo w jaki sposób radziłaś sobie jeszcze przed ostatnią podwyżką dysponując mniejszymi pieniędzmi, a teraz mimo wyższej pensji miewasz problem żeby dobrnąć do pierwszego, a nawet jeśli jakoś udaje Ci się dotrwać do kolejnej wypłaty, to pieniądze i tak Ci się rozchodzą. Można wyróżnić 2 główne zjawiska odpowiedzialne za taki stan rzeczy: 1) inflację kosztów życia, czyli ogólny wzrost kosztów na przestrzeni czasu i 2) inflację stylu życia czyli  wzrost wydatków towarzyszący wzrostowi zarobków.

Inflacja kosztów życia dotyka wszystkich – co prawda z upływem czasu zwiększają się zarobki (wystarczy spojrzeć na dane GUS z grudnia 2018 r. wg których przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w listopadzie 2018 r. wyniosło 4966,61 zł brutto), ale jednocześnie rosną też ceny produktów i usług, czyli drożeją produkty spożywcze, chemia, ubrania, benzyna, prąd, więcej zapłacimy też za metr kwadratowy nieruchomości. Ze względu na inflację siła nabywcza pieniądza staje się w dłuższym okresie czasu coraz mniejsza. Oznacza to, że jeśli dziś kupisz turkusową welurową kanapę za 1000 zł to w okresie 10 lat przy średniorocznej inflacji na poziomie 2,5% za tę samą kanapę będziesz musiała zapłacić o blisko 30% więcej, bo aż 1280 zł.

Great Gatsby, czyli pułapka inflacji stylu życiu
Natomiast inflacja stylu życia jest zjawiskiem dużo bardziej indywidualnym i nie każdy wpada w jej sidła. To taki podstępny mechanizm, zgodnie z którym… im więcej zarabiasz tym więcej wydajesz, bo przecież wreszcie masz pieniądze, a skoro już je masz pojawiają się argumenty w stylu: „jestem tego warta”, „ciężko pracowałam” i „należy mi się coś od życia”. Zjawisko to może przybrać postać czegoś tak prostego jak to, że zaczynasz przychodzić do biura z kawą ze Starbunia, przestajesz sobie szykować obiady do pracy i częściej chodzisz do kantyny lub pobliskiego lokalu, czy co drugi dzień korzystasz z Ubera. W droższym wariancie będzie to np. wymiana szafy, regularne wyjścia do klubu i restauracji, kupno nowego samochodu, czy przeprowadzka do większego mieszkania (wynajmowanego albo kupionego na większy kredyt, bo w końcu wraz ze wzrostem zarobków rośnie też zdolność kredytowa).

Inflacja stylu życia jest wspomagana przez mechanizm hedonistycznej adaptacji, który polega na tym, że bardzo szybko przyzwyczajamy się do „zmian na lepsze”. Wyobraź sobie, że kupiłaś nowy laptop z idealnym Twoim zdaniem designem, długo trzymającą baterią, świetnymi parametrami co przekłada się na jego sprawne funkcjonowanie, a do tego na tyle lekki, że możesz go ze sobą zabrać wszędzie – po prostu cudo! A teraz pomyśl, że masz wrócić do poprzedniego modelu – na pewno odbierzesz to jako pogorszenie sytuacji. Istnieją zresztą miliony wariantów hedonistycznej adaptacji i inflacji stylu życia ponieważ żyjemy w społeczeństwie sztucznie kreowanych potrzeb i konsumpcji instant. Jeśli zobaczysz ładną świeczkę zapachową* u znanej blogerki i chcesz mieć podobną to tylko kilka kliknięć dzieli Cię od setki rezultatów. Przecież ta świeczka na pewno dopełni wnętrze Twojego mieszkania, a jej ciepłe hygge światło wprowadzi do Twojego życia miłość, harmonię i spokój. #Kupteraz.

Tak naprawdę często dajemy się złapać w taki konsumpcjonizm przez to, że mamy złudzenie, że kupując daną rzecz nabędziemy stojące za nią  emocje i wartości, które pośrednio z nią utożsamiamy. Zgodnie z tym tokiem myślenia droga, wymuskana marynarka i wężowe szpilki mają symbolizować elegancję, pewność siebie i merytoryczne argumenty, jakie utożsamiamy z profesjonalizmem, którym chciałybyśmy emanować na spotkaniach biznesowych. Lepszy smartfon i większe mieszkanie mają natomiast świadczyć o statusie i sprawczości ich posiadaczy. Prawda jest jednak taka, ze inflacja stylu życia tylko tworzy wrażenie highlifu i daje pozory bogactwa ze względu coraz droższe przedmioty kupowane wraz ze wzrostem zarobków. Zazwyczaj nie zachodzi też podświadomie zakładana transakcja „kupienia sobie” wymarzonych wartości i emocji. Co więcej ten pozornie piękny obrazek, niesie ze sobą pewne ryzyko, bo jeśli zupełnie wyłączymy kontrolę i bezrefleksyjnie damy się ponieść temu mechanizmowi to mimo coraz wyższych zarobków długofalowo nie wzrośnie stan naszego konta i co miesiąc będziemy wychodzić na zero, z tego prostego względu, że wysokie zarobki minus wysokie wydatki dają zero (lub kwotę bliską zeru). Co oznacza, że w przypadku nieprzewidzianych sytuacji nie chroni Cię, żaden bufor bezpieczeństwa oraz, że niezależnie od okoliczności jesteś uzależniona od swojej pracy, bo wystarczy miesiąc bez wypłaty żebyś musiała zadłużyć się na pokrycie niezbędnych wydatków.

Czy dodatkowe pieniądze rozpalają wyobraźnię?
Moją kiedyś rozpalały, i dalej rozpalają, tylko obecnie dużo rzadziej przekłada się to na realne zakupy. Dotychczas największą inflację kosztów życia odnotowałam w ciągu  pierwszych lat po rozpoczęciu pracy – z jednej strony coś tam oszczędzałam, a z drugiej kupowałam obiektywnie drogie w stosunku do zarobków rzeczy i usługi. Po dokładniejszej analizie wydatków odkryłam, że na przestrzeni 12 miesięcy w 2013 r. i 2014 r. wydałam na fryzjera blisko 1600 zł… po tym podsumowaniu (popartym analizą kolorystyczną ;)) stwierdziłam, że wracam do mojego naturalnego koloru włosów. Zoptymalizowanie budżetu zabrało mi trochę czasu, przy czym i tak mam świadomość, że największy progres w kategorii „oszczędności” odbył się głównie dzięki wzrostowi zarobków. Obecnie przy wyższych niż kiedyś zarobkach wydaję mniej więcej tyle co rok czy dwa temu – z jednej strony to wynik świadomego postawienia granicy na jakiej chcę utrzymywać moje miesięczne koszty, a z drugiej strony też faktu, że po kilku latach funkcjonowania na rynku pracy i rynku konsumenckim zgromadziłam dobra, które zaspokajają moje podstawowe potrzeby i staram się zbytnio nie ulegać nowym pokusom. Jednocześnie uważam, że świadome i sukcesywne oszczędzanie jest strategią konieczną, bo dzięki niej buduję bufor ochronny bez którego byłabym bardzo uzależniona od okoliczności zewnętrznych. Wierzę w szukanie złotego środka – oszczędzanie w obszarach na których mi nie zależy i wydawanie pieniędzy na rzeczy i doświadczenia, które są dla mnie ważne.

Dlatego w podsumowaniu tego wpisu mam dla Ciebie nietypową propozycję (#postanowienia noworoczne – rób nowe rzeczy), chciałabym Cię zachęcić do tego żebyś tym razem zamiast zastanawiać się na co wydasz bonus i/lub podwyżkę zastanowiła się jaki procent z tej/tych kwot odłożysz. A reszta? Życzę Ci udanych zakupów i tego żeby był to świadomy i zgodny z Twoimi wartościami wybór, a nie niekontrolowany przymus.

Dziękuję Ci, że doczytałaś aż dotąd, mam nadzieję, że ten wpis był dla Ciebie wartościowy – koniecznie daj znać w komentarzu czy padłaś kiedyś ofiarą inflacji stylu życia, a jeśli tak to jak sobie z nią poradziłaś?

Zu     

________________________________________________________________________

*zamiast świeczki możesz podstawić dowolny przedmiot

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *