Zestawienie wydatków 2018 #whereismymoney

W najprostszym ujęciu praca to transakcja, podczas której wymieniasz czas na pieniądze. Wiesz doskonale gdzie podziała się pewna pula Twojego czasu, ale czy wiesz gdzie podziały się Twoje pieniądze?

W tym wpisie dzielę się z Tobą moim zestawieniem wydatków za 2018 r. Wydatki spisuję właściwie od zawsze, jednak stworzenie wpisu na podstawie danych z mojego excela wymagało ode mnie ich usystematyzowania, przeorganizowania niektórych kategorii i bardziej szczegółowej analizy. Mam też nadzieję, że to zestawienie będzie stanowić ciekawy punkt odniesienia dla osób znajdujących się z zbliżonej sytuacji socjo-demograficznej:

Skład gospodarstwa domowego: Zu & Zwierzę Domowe
Miasto: duże miasto wojewódzkie (Warszawa)
Forma zatrudnienia: etat w korporacji
Przedział wiekowy: 26-35 lat
Płeć: kobieta

Jest takie powiedzenie „pokaż mi na co wydajesz swoje pieniądze, a powiem Ci co jest dla Ciebie ważne”, z mojego zestawienia wydatkó za 2018 r. wynika, że kocham moje mieszkanie, za które regularnie spłacam raty, lubię dobrze zjeść i czasem gdzieś pojadę. Wysoko w zestawieniu jest też szeroko pojęty rozwój.

koszty 2018 tabela

TOP 3
Kredyt i koszty okołokredytowe
W 2018 r. kredyt i koszty okołokredytowe stanowiły blisko 30% mojego budżetu – to sporo i przyznam, że coraz częściej myślę o chwili kiedy zupełnie spłacę ten kredyt (jak na razie data wyliczona przez bank to 03.06.2024 r.). Ta kategoria wygląda na stabilną i przewidywalną warto jednak trzymać rękę na pulsie: bo mimo, że najwięcej pułapek czyha na potencjalnego kredytobiorcę podczas wyboru oferty i podpisywania umowy, to jednak w późniejszym okresie kredytowania też mogą zdarzyć się niespodzianki. Byłam w dużym szoku kiedy odkryłam, że gdybym zamiast samodzielnego wykupienia ubezpieczenia nieruchomości od ognia i innych zdarzeń losowych chciała skorzystać z ubezpieczenia oferowanego przez bank zamiast 182 zł pobranych przez jednego z ubezpieczycieli zapłaciłabym 673,20 zł (sic!). Czyli o 491,20 zł więcej.

Mieszkanie
Jestem zaskoczona, tym że opłaty za mieszkanie i media, które policzyłam jako odrębny od kredytu koszt znalazły się w top 3 tego zestawienia stanowiąc 10,66% wszystkich moich wydatków w 2018 r. To bardzo ładnie pokazuje, jak różne koszty nieregularne takie jak np. podatek od nieruchomości, użytkowanie wieczyste, czy ubezpieczenie mieszkania (bez cesji na bank) potrafią sumować się do znacznych kwot. Łącznie z kosztami okołokredytowymi daje to blisko 1942 zł miesięcznie za mieszkanie „na swoim”. A warto pamiętać, że czasem konieczny będzie mniejszy lub większy remont, czy doposażenie mieszkania. W mojej sytuacji ten koszt jest dosyć wysoki, przy czym w przypadku dzielenia mieszkania z partnerem rozbiłby się on proporcjonalnie na dwie osoby i był niższy.

Jedzenie
Jedzenie i jedzenie na mieście łącznie stanowiły blisko 17% wszystkich moich wydatków w 2018 r., w skali miesiąca – przekłada się to na około 870 zł. W tych kosztach mieszczą się też składniki na ciasta, torty, babeczki i inne słodkości, które robię dla przyjemności. Rozbijając te koszty można stwierdzić, że blisko 300 zł miesięcznie zostawiane w kawiarniach to dużo, przy czym patrzę na ten wydatek raczej przez pryzmat spotkań towarzyskich i spędzania czasu ze znajomymi niż tego, że przychodzę do pracy z kawką z sieciówki. Czasem mam też po prostu ochotę na pad thaia z krewetkami czy inne danie, którego sama nie przygotuję. W 2018 r. postanowiłam też wypróbować dietę pudełkową: po lekkim falstarcie (kiedy rzekome 1500 kcal oscylowało bliżej 2000 kcal #reaserch is key), miałam przyjemność korzystać z lepszych pudełek. Przyznaję, że takie żywienie jest rewelacyjnie wygodne, produkty są dostarczane pod drzwi i gotowe do zjedzenia – zero biegania po sklepach i przygotowywania posiłków. Niestety przy założeniu, że miesiąc takiej diety potrafi kosztować 1800 zł jest to dla mnie za drogie rozwiązanie.

Jestem szczególnie zadowolona z kategorii transport – jest ona u mnie relatywnie niska i  2018 r. wydałam na nią 694,68 zł. Nie mam samochodu i korzystam głównie z komunikacji miejskiej, co zdecydowanie widać w tym zestawieniu. Czasem zdarza mi się pojechać gdzieś Uberem, przy czym ta kwota za cały 2018 r. wyniosła zaledwie 134, 68 .


wydatki 2018

Koszty stałe
Warto spojrzeć na to zestawienie z jeszcze jednej perspektywy – kosztów stałych, w moim rozumieniu są to koszty, których nie jestem w stanie zredukować bez radykalnych zmian mojego funkcjonowania np. zamiany przejazdów metrem na przejazdy rowerem, zmiany mieszkania czy rezygnacji ze studiów. W tej kategorii znajduje się kredyt i koszty utrzymania mieszkania – łącznie stanowią one 37,74% wszystkich moich wydatków, czyli 23310,82 zł w skali roku. Można też dodać tutaj koszt telefonu (827,49 zł) i transportu (560,00 zł bez Ubera). Jako względnie stały i wydatek traktuję też studia, które w swoim najbardziej podstawowym wymiarze kosztowały mnie w 2018 r. 4177 zł (różnica między tą kwotą, a kwotą podaną w zestawieniu wynika, z tego, że poza studiami zaocznymi zdarza mi się też chodzić na inne zajęcia i kursy). Studiuję oczywiście z wyboru, i w sytuacji podbramkowej mogłabym po prostu z tego zrezygnować, jednak przy założeniu, że chcę skończyć rozpoczęte studia jest to stała pozycja w budżecie, która co miesiąc wyciąga znaczą kwotę z mojej kieszeni. Także, koszty stałe wg powyższej definicji dają łącznie 28 875,31 , czyli 46,75% wszystkich kosztów co przekłada się na blisko 2406 zł miesięcznie. Tyle wynoszą moje miesięczne zobowiązania.

Największy wydatek
W 2018 r. udało mi się wreszcie zrealizować plan, o którym myślałam od 2015 r. – kupiłam mieszkanie na wynajem. Zakup ten stanowił największy wydatek w zeszłym roku i nie został on ujęty w powyższym zestawieniu ponieważ była to transakcja jednorazowa i niekonsumpcyjna. Jej dodanie do zestawienia zafałszowałoby cały obraz, podobnie jak dodanie comiesięcznych kosztów dodatkowej raty kredytu, czynszu do spółdzielni i mediów. Mieszkanie kupiłam w kredycie z wkładem własnym na poziomie 20% (więcej informacji o tym zakupie i późniejszym wynajmie w kolejnych wpisach).

Sum up
Zeszły rok był dla mnie stabilny finansowo zarówno pod kątem dochodów jak i wydatków – nie robiłam żadnych rewolucji w moim M, nie spotkały mnie też nieprzewidziane awarie i konieczność wymiany sprzętów (co prawda, pod koniec grudnia zepsuł mi się laptop, ale nowego kupiłam dopiero w połowie stycznia, więc ten wydatek zaksięguję już na 2019 r.). Zwierzę Domowe było zdrowe i ja też byłam zdrowa. Co miesiąc robiłam regularne przelewy na konto oszczędnościowe i miałam poczucie, że trzymam koszty na stałym poziomie (nie ulegając zbytnio inflacji stylu życia), szacowałam jednak, że łączna suma wszystkich wydatków będzie o jakieś 2000 zł niższa. Na ten ostateczny wynik za 2018 r. miał wpływ najbardziej spontaniczny i nieprzewidziany wydatek jaki zaliczyłam w kategorii podróże – była to miła niespodzianka i oby jak najwięcej podobnych! 🙂 Ponadto nie doceniłam sumarycznych wydatków w rubryce zdrowie (głównie dentysta). To właśnie w tym obszarze i w obszarze kosmetyki i usługi kosmetyczne będę szukać oszczędności w nadchodzącym roku.

Co mnie czeka w 2019 r.?

  • Dalsza praca na etacie
  • Kontynuowanie studiów
  • Rozwijanie corpgirl.pl
  • Częściowy remont i doposażenie własnego M

Mam nadzieję, że ten wpis był dla Ciebie ciekawy i dostarczył Ci materiału do przemyśleń. Koniecznie podziel się w komentarzu jaki był dla Ciebie 2018 r.? Przyznaj się też, czy wiesz gdzie rozeszły się Twoje pieniądze, czy też gdyby ktoś powiedział Ci, że w kategorii podróże wydałaś x%, a w kategorii jedzenie na mieście y% to byłabyś zaskoczona?

Cheers
Zu

Niech żyje bal # inflacja stylu życia

W wielu firmach pierwszy kwartał nowego roku to czas przyznawania podwyżek i wypłacania premii rocznych. Zastanawiałaś się kiedyś ile razy wydałaś już te pieniądze w swojej głowie? Może kupiłaś za nie nową torebkę, lepszy smartfon albo wypasiony obiektyw do aparatu czy też sfinansowałaś dzięki nim wybielanie zębów, lekcje śpiewu, trenera personalnego albo ekstra wyjazd w tropiki?

Koszty rosną
Możliwe, że czasem zastanawiasz się jak to jest, że będąc na studiach mogłaś przeżyć miesiąc za kilkaset złotych albo w jaki sposób radziłaś sobie jeszcze przed ostatnią podwyżką dysponując mniejszymi pieniędzmi, a teraz mimo wyższej pensji miewasz problem żeby dobrnąć do pierwszego, a nawet jeśli jakoś udaje Ci się dotrwać do kolejnej wypłaty, to pieniądze i tak Ci się rozchodzą. Można wyróżnić 2 główne zjawiska odpowiedzialne za taki stan rzeczy: 1) inflację kosztów życia, czyli ogólny wzrost kosztów na przestrzeni czasu i 2) inflację stylu życia czyli  wzrost wydatków towarzyszący wzrostowi zarobków.

Inflacja kosztów życia dotyka wszystkich – co prawda z upływem czasu zwiększają się zarobki (wystarczy spojrzeć na dane GUS z grudnia 2018 r. wg których przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w listopadzie 2018 r. wyniosło 4966,61 zł brutto), ale jednocześnie rosną też ceny produktów i usług, czyli drożeją produkty spożywcze, chemia, ubrania, benzyna, prąd, więcej zapłacimy też za metr kwadratowy nieruchomości. Ze względu na inflację siła nabywcza pieniądza staje się w dłuższym okresie czasu coraz mniejsza. Oznacza to, że jeśli dziś kupisz turkusową welurową kanapę za 1000 zł to w okresie 10 lat przy średniorocznej inflacji na poziomie 2,5% za tę samą kanapę będziesz musiała zapłacić o blisko 30% więcej, bo aż 1280 zł.

Great Gatsby, czyli pułapka inflacji stylu życiu
Natomiast inflacja stylu życia jest zjawiskiem dużo bardziej indywidualnym i nie każdy wpada w jej sidła. To taki podstępny mechanizm, zgodnie z którym… im więcej zarabiasz tym więcej wydajesz, bo przecież wreszcie masz pieniądze, a skoro już je masz pojawiają się argumenty w stylu: „jestem tego warta”, „ciężko pracowałam” i „należy mi się coś od życia”. Zjawisko to może przybrać postać czegoś tak prostego jak to, że zaczynasz przychodzić do biura z kawą ze Starbunia, przestajesz sobie szykować obiady do pracy i częściej chodzisz do kantyny lub pobliskiego lokalu, czy co drugi dzień korzystasz z Ubera. W droższym wariancie będzie to np. wymiana szafy, regularne wyjścia do klubu i restauracji, kupno nowego samochodu, czy przeprowadzka do większego mieszkania (wynajmowanego albo kupionego na większy kredyt, bo w końcu wraz ze wzrostem zarobków rośnie też zdolność kredytowa).

Inflacja stylu życia jest wspomagana przez mechanizm hedonistycznej adaptacji, który polega na tym, że bardzo szybko przyzwyczajamy się do „zmian na lepsze”. Wyobraź sobie, że kupiłaś nowy laptop z idealnym Twoim zdaniem designem, długo trzymającą baterią, świetnymi parametrami co przekłada się na jego sprawne funkcjonowanie, a do tego na tyle lekki, że możesz go ze sobą zabrać wszędzie – po prostu cudo! A teraz pomyśl, że masz wrócić do poprzedniego modelu – na pewno odbierzesz to jako pogorszenie sytuacji. Istnieją zresztą miliony wariantów hedonistycznej adaptacji i inflacji stylu życia ponieważ żyjemy w społeczeństwie sztucznie kreowanych potrzeb i konsumpcji instant. Jeśli zobaczysz ładną świeczkę zapachową* u znanej blogerki i chcesz mieć podobną to tylko kilka kliknięć dzieli Cię od setki rezultatów. Przecież ta świeczka na pewno dopełni wnętrze Twojego mieszkania, a jej ciepłe hygge światło wprowadzi do Twojego życia miłość, harmonię i spokój. #Kupteraz.

Tak naprawdę często dajemy się złapać w taki konsumpcjonizm przez to, że mamy złudzenie, że kupując daną rzecz nabędziemy stojące za nią  emocje i wartości, które pośrednio z nią utożsamiamy. Zgodnie z tym tokiem myślenia droga, wymuskana marynarka i wężowe szpilki mają symbolizować elegancję, pewność siebie i merytoryczne argumenty, jakie utożsamiamy z profesjonalizmem, którym chciałybyśmy emanować na spotkaniach biznesowych. Lepszy smartfon i większe mieszkanie mają natomiast świadczyć o statusie i sprawczości ich posiadaczy. Prawda jest jednak taka, ze inflacja stylu życia tylko tworzy wrażenie highlifu i daje pozory bogactwa ze względu coraz droższe przedmioty kupowane wraz ze wzrostem zarobków. Zazwyczaj nie zachodzi też podświadomie zakładana transakcja „kupienia sobie” wymarzonych wartości i emocji. Co więcej ten pozornie piękny obrazek, niesie ze sobą pewne ryzyko, bo jeśli zupełnie wyłączymy kontrolę i bezrefleksyjnie damy się ponieść temu mechanizmowi to mimo coraz wyższych zarobków długofalowo nie wzrośnie stan naszego konta i co miesiąc będziemy wychodzić na zero, z tego prostego względu, że wysokie zarobki minus wysokie wydatki dają zero (lub kwotę bliską zeru). Co oznacza, że w przypadku nieprzewidzianych sytuacji nie chroni Cię, żaden bufor bezpieczeństwa oraz, że niezależnie od okoliczności jesteś uzależniona od swojej pracy, bo wystarczy miesiąc bez wypłaty żebyś musiała zadłużyć się na pokrycie niezbędnych wydatków.

Czy dodatkowe pieniądze rozpalają wyobraźnię?
Moją kiedyś rozpalały, i dalej rozpalają, tylko obecnie dużo rzadziej przekłada się to na realne zakupy. Dotychczas największą inflację kosztów życia odnotowałam w ciągu  pierwszych lat po rozpoczęciu pracy – z jednej strony coś tam oszczędzałam, a z drugiej kupowałam obiektywnie drogie w stosunku do zarobków rzeczy i usługi. Po dokładniejszej analizie wydatków odkryłam, że na przestrzeni 12 miesięcy w 2013 r. i 2014 r. wydałam na fryzjera blisko 1600 zł… po tym podsumowaniu (popartym analizą kolorystyczną ;)) stwierdziłam, że wracam do mojego naturalnego koloru włosów. Zoptymalizowanie budżetu zabrało mi trochę czasu, przy czym i tak mam świadomość, że największy progres w kategorii „oszczędności” odbył się głównie dzięki wzrostowi zarobków. Obecnie przy wyższych niż kiedyś zarobkach wydaję mniej więcej tyle co rok czy dwa temu – z jednej strony to wynik świadomego postawienia granicy na jakiej chcę utrzymywać moje miesięczne koszty, a z drugiej strony też faktu, że po kilku latach funkcjonowania na rynku pracy i rynku konsumenckim zgromadziłam dobra, które zaspokajają moje podstawowe potrzeby i staram się zbytnio nie ulegać nowym pokusom. Jednocześnie uważam, że świadome i sukcesywne oszczędzanie jest strategią konieczną, bo dzięki niej buduję bufor ochronny bez którego byłabym bardzo uzależniona od okoliczności zewnętrznych. Wierzę w szukanie złotego środka – oszczędzanie w obszarach na których mi nie zależy i wydawanie pieniędzy na rzeczy i doświadczenia, które są dla mnie ważne.

Dlatego w podsumowaniu tego wpisu mam dla Ciebie nietypową propozycję (#postanowienia noworoczne – rób nowe rzeczy), chciałabym Cię zachęcić do tego żebyś tym razem zamiast zastanawiać się na co wydasz bonus i/lub podwyżkę zastanowiła się jaki procent z tej/tych kwot odłożysz. A reszta? Życzę Ci udanych zakupów i tego żeby był to świadomy i zgodny z Twoimi wartościami wybór, a nie niekontrolowany przymus.

Dziękuję Ci, że doczytałaś aż dotąd, mam nadzieję, że ten wpis był dla Ciebie wartościowy – koniecznie daj znać w komentarzu czy padłaś kiedyś ofiarą inflacji stylu życia, a jeśli tak to jak sobie z nią poradziłaś?

Zu     

________________________________________________________________________

*zamiast świeczki możesz podstawić dowolny przedmiot

 

 

Koło życia, czyli w poszukiwaniu #worklifebalance

Nowy Rok często jest ­­­punktem wyjścia do robienia postanowień i kreślenia dalekosiężnych planów. Przepełnia nas nadzieja na zmiany w nadchodzącym roku i wiele sobie obiecujemy np. wcześniejsze wstawanie, chodzenie na siłownię, więcej czasu dla siebie i bliskich, uprzątnięcie garażu, remont łazienki, czytanie większej liczby książek, regularne odkładanie pieniędzy, awans w pracy – często są to rzeczy z gatunku #nowaja z bardzo krótkim expiry date.

W odróżnieniu od innych dziedzin życia, w obszarze pracowym często nawet jesteśmy zobligowanie do takiego planowania w ramach różnych personal development planów i innych objectives na poszczególne lata. Dodatkowo, takie cele są łatwo weryfikowalne, a do tego można się spodziewać, że nie tylko my będziemy monitorować ich postęp, więc mamy dodatkową motywację do ich realizacji. I chociaż praca stanowi jeden z bardzo ważnych aspektów w naszym życiu i może wpływać na inne obszary naszego funkcjonowania np. liczne nadgodziny skracają czas spędzany z bliskimi osobami to warto jednak pamiętać, że inne obszary naszego życia także mogą wpływać na to w jakim nastroju przychodzimy do pracy, jak pracujemy i jak reagujemy na różne wydarzenia, które nas spotykają w biurze. Nie od dziś mówi się, że #worklifebalance is key.

Dlatego w dzisiejszym wpisie chciałabym podzielić się z Tobą narzędziem, które lubię i z którego regularnie korzystam – kołem życia. Jest to prosta metoda, która pozwoli Ci zidentyfikować, w których obszarach w życiu czujesz się najlepiej, a w których odczuwasz największy dyskomfort – to ważne, bo brak zadowolenia w jednym z obszarów może zaburzać harmonię całego koła. Wprowadzenie zmian w tym właśnie obszarze może najbardziej wpłynąć na poprawę Twojego samopoczucia i wzrost satysfakcji z życia. Możesz potraktować to ćwiczenie jako alternatywę dla standardowego rozpisywania celów (statystycznie dosyć często porzucanych już pod koniec stycznia ;))

KROK 1
Poniżej znajdziesz koło podzielone na 8 kawałków – reprezentują one następujące obszary życia: praca, finanse, rozwój, przyjaciele i rodzina, miłość, zdrowie, rozrywka, otoczenie fizyczne. Przyjrzyj się każdemu obszarowi przedstawionemu na kole i zastanów się na ile jesteś z niego zadowolona i na ile komfortowo się w nim czujesz.

Przykładowe pytania, które możesz sobie zadać przy każdym obszarze, tak aby łatwiej oszacować jaką część obszaru zamalować:

  • praca (czy dobrze czuję się w mojej pracy, czy lubię wykonywać powierzane mi zadania, czy mam perspektywę rozwoju) ;
  • finanse (czy jestem zadowolona ze stanu moich finansów, czy mam długi, czy jestem w stanie coś odłożyć, ile miesięcy mogę przeżyć bez pracy);
  • rozwój (czy uczę się nowych rzeczy i rozwijam określone kompetencje, czy mam wyzwania intelektualne);
  • przyjaciele i rodzina (czy jestem zadowolona z moich relacji z bliskimi, czy mam do kogo zadzwonić kiedy chcę porozmawiać, czy moja rodzina i przyjaciele pamiętają o mnie i liczą się z moim zdaniem);
  • miłość (czy czuję się kochana i zadbana, czy sama daję sobie to co chciałabym dostać od innych, czy dostrzegam codzienne akty życzliwości);
  • zdrowie (czy jestem zdrowa i sprawna fizycznie, czy robię konieczne badania, czy dbam o siebie);
  • rozrywka (czy odpoczywam wystarczająco dużo, czy lubię formę w jakiej spędzam czas wolny, czy rozwijam moje hobby i zainteresowania);
  • otoczenie fizyczne (czy dobrze czuję się w otaczającej mnie przestrzeni (mieszkanie, dzielnica, miasto)).

Następnie zamaluj odpowiednią część koła przyjmując, że zostawisz 0% jeśli dany obszar życia u Ciebie nie istnieje np. patrząc na koło odkrywasz, że istnieje coś takiego jak „rozrywka”. A 100% zamalujesz kiedy jesteś w pełni zadowolona i usatysfakcjonowana np. masz poczucie, że Twoja rodzina i przyjaciele Cię wspierają, zawsze możesz na nich liczyć i świetnie się dogadujecie – nic byś nie zmieniała. Pamiętaj – zamalowane wartości mogą być orientacyjne, chodzi o to żeby zobaczyć gdzie jesteś najbardziej, a gdzie najmniej zadowolona. W tym ćwiczeniu ważna jeszcze szczerość – pozwól sobie na nią, bo robisz je sama dla siebie.

Krok 2
Koło jest już gotowe – brawo! Dysponujesz unikalnymi danymi, które są punktem wyjścia do zmiany Twojej sytuacji. Popatrz na zamalowaną przestrzeń i odpowiedz sobie przynajmniej na kilka z poniższych pytań (najlepiej na piśmie):

Co widzisz?
Jakie uczucia Ci towarzyszą, gdy patrzysz na swoje koło życia?
Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
Jak to, co dla Ciebie najważniejsze wygląda w zestawieniu z Twoim kołem?
Która z części koła najbardziej wpływa na inne? Jak się z tym czujesz?
Którym obszarem chcesz się zająć w pierwszej kolejności, aby obraz całego koła w Twoim odczuciu się poprawił?
Co może sprawić, że poprawi się Twój poziom zadowolenia w w wybranym obszarze?
Co możesz zrobić aby osiągnąć oczekiwany poziom zadowolenia w tym obszarze? I co jeszcze?
Jaki wpływ będzie mieć zwiększenie poziomu satysfakcji tego obszaru na pozostałe?
Jak będzie wyglądało Twoje życie, gdy zajmiesz się tym obszarem?

Wprowadzanie zmiany to złożony proces, który często zachodzi na wielu poziomach, więc metoda małych kroków będzie jak najbardziej na miejscu. Bądź dla siebie łagodna i cierpliwa – jeśli gdzieś wyszło Ci 3, to nie musisz w ciągu tygodnia osiągnąć 10 – 4 będzie całkiem niezłym planem na najbliższy czas.

Wybierz maksymalnie 3 obszary, w których chciałabyś wprowadzić zmiany. Zastanów się nad tym co konkretnie mogłabyś zrobić w każdym z obszarów – chodzi o realne działania (np. wg metodologii SMART: skonkretyzowane, mierzalne, osiągalne, istotne i określone w czasie) i zaplanuj od 3 do 5 konkretnych działań w każdym obszarze. Np. w 2019 r. odłożę 2000 zł na nieprzewidziane wydatki, a żeby to osiągnąć każdego miesiąca po otrzymaniu pensji będę przelewać sobie 167 zł na konto oszczędnościowe.

Obszar:
Moje działania:
1.
2.
3.
4.
5.

Praca z tym narzędziem może zabrać trochę czasu, wierzę jednak, ze warto to zrobić. Koło możesz też opatrzyć datą, aby po jakimś czasie móc łatwiej zaobserwować zmiany jakie zaszły w Twoim życiu. Dziś moje koło jest pełniejsze niż kilka lat temu, a takie obserwacje też potrafią motywować!

Poniżej znajdziesz plik pdf stanowiący podsumowanie wpisu o kole życia – będzie mi bardzo miło jeśli go pobierzesz, wydrukujesz i skorzystasz z niego offline. Zachęcam Cię też do podzielenia się nim z kimś komu może się on przydać.

Zu

Podbierz PDF

 

 

#leanin #włącz się do gry

W tym wpisie chciałam podzielić się z Tobą treścią, która wywarła na mnie ogromne wrażenie – chodzi o powstałą w 2013 r. książkę Sheryl Sandberg „Lean in – Włącz się do gry. Kobiety, praca i chęć przywództwa”. Książka ta jest popartą badaniami obserwacją autorki o świecie dużych przedsiębiorstw i miejscu jakie zajmują w nim kobiety.

No dobrze, ale po co w ogóle ta książka? Przecież kobiety stanowią większość absolwentów uczelni wyższych i mają swobodny dostęp do rynku pracy. Jesteśmy mądre, zdolne i pracowite, a do tego mamy świetne soft skille – korporacje są nasze.” Teoretycznie tak, tylko teoria nie zawsze przekłada się na słupki – spójrzmy zatem na statystykę (jeśli czujesz się przekonana bez zaglądania do statystyki przejdź do części Lean in 😉).

Gender Pay Gap
Według raportu GUS „Różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w Polsce w 2016 r.” przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto mężczyzn było o 18,5% wyższe od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto kobiet, czyli statystycznie w październiku 2016 Twoja znajoma Kaśka mogła zarobić 3971,13 brutto, z kolei Krzysiek w tym samym miesiącu zainkasował 4705,63 brutto. Warto pamiętać, że z równym wynagrodzeniem mamy do czynienia gdy niezależnie od płci pracownik otrzymuje taką samą płacę za pracę świadczoną na podobnym stanowisku – to wymóg prawa. Równocześnie osoby zajmujące wyższe stanowiska mogą zarabiać więcej niż osoby zajmujące niższe stanowiska. Pracownicy pracujący na pełny etat będą zarabiać więcej od tych pracujących kilkanaście godzin w tygodniu. Te czynniki mogą częściowo tłumaczyć różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn.

Leadership Gap
Liczne badania potwierdzają, że wciąż mamy mniej kobiet-liderów niż mężczyzn-liderów. Piąta edycja raportu Deloitte „Women in the Boardroom: A Global Perspective” opublikowanego w 2017 r. wskazuje, że członkinie zarządów na całym świecie stanowią jedynie 15%. W Europie wskaźnik ten wynosi 22,6% dla Polski jest to natomiast 15,2%. „Kobiety na rynku pracy ambicje i wyzwania. Raport 2017” opracowany przez Hays wskazuje, że dla 59% respondentów bezpośrednim przełożonym jest mężczyzna. Do takich samych wniosków prowadzi grafika grafika pochodząca z badania „Women in the Workplace 2016” zrealizowanego w Stanach Zjednoczonych przez LeanIn.Org oraz firmę McKinsey.

VP i SVP odpowiadają Vice President i Senior Vice President, a C-Suite oznacza kategorię stanowisk zaczynających się od Chief.

Mam koleżankę – nazwijmy ją Julką. Julka ma świetne wyniki w tym co robi i od 2015 r. zajmuje to samo stanowisko. Pod koniec 2016 r. do organizacji, w której pracuje Julka dołączył mój znajomy – nazwijmy go Leszkiem. Julka i Leszek mają zbliżone kompetencje i sytuację socjo-demograficzną. Leszkowi początkowo szło kiepsko. Dzisiaj Leszek zajmuje wyższe stanowisko niż Julka. Tak wyszło, chociaż w Q4 2016 r. nic tego nie zapowiadało. Oczywiście każde z nich ma swoje własne historie i motywacje, które wpłynęły na taki stan rzeczy. I mimo, że to tylko mikrohistoria – jedna z wielu – to składa się ona na całościowy obraz: statystycznie im wyżej w korporacyjnej drabinie tym bardziej maleje odsetek kobiet – widać to pięknie na korporacyjnych orgchartach, a w wersji live na Townhallach.

Mindset
Bardzo często jest tak, że jeszcze zanim zrobisz ten pierwszy krok np. zaaplikujesz na wyższe stanowisko, będziesz negocjować lepsze warunki pracy, podejmiesz się koordynacji projektu, czy po prostu zaproponujesz coś co wydaje Ci się świetnym rozwiązaniem musisz stoczyć batalię z własnym wewnętrznym głosem, który krytykuje i odwodzi Cię od tego działania. Może on np. pytać wątpiąco „Czy na pewno mam wystarczające kompetencje, żeby aplikować na to stanowisko?” (mówi się, że kobiety aplikują na stanowiska dopiero gdy mają 120% wymaganych kompetencji). Przyczyn takiej sytuacji może być wiele – część z nich będzie indywidualna, a część społeczna. O społecznych przyczynach można szerzej przeczytać właśnie w „Lean in – Włącz się do gry. Kobiety, praca i chęć przywództwa”.

Lean In
O książce dowiedziałam się zupełnie przypadkiem z podcastu Generation XX, w którym prowadząca Siham Jibril rozmawia z przedsiębiorczyniami. Jedną z nich była Insaff El Hassini, która na pewnym etapie swojej (wtedy jeszcze) korporacyjnej kariery zderzyła się z zależnościami, o których pisze Sheryl Sandberg. Mówiąc wprost odkryła, że „wynegocjowała” sobie o wiele gorszą pensję niż jej kolega. Słowo „wynegocjowała” wzięłam w cudzysłów ponieważ Insaff uściśliła, że tak naprawdę przyjęła proponowaną stawkę, a kolega faktycznie ją negocjował (statystycznie mężczyźni częściej negocjują wynagrodzenie). Tamto doświadczenie silnie na nią wpłynęło i zaczęła zgłębiać temat kobiet i ich sytuacji w miejscach pracy i tu pojawiła się książka Sheryl.

Od 2008 r. Sheryl Sandberg jest COO (szefem operacyjnym) Facebook Inc. Ponadto pełni(ła) funkcję członkini zarządu w kilku spółkach i organizacjach. W kontekście napisanej przez nią książki często pojawiają się zarzuty, że Sheryl jest odcięta od problemów, z którymi mogą mierzyć się pracujące kobiety (np. trudność w dobrnięciu do pierwszego). Nie chciałabym wdawać się w tę polemikę – piszę o tej książce, bo wierzę, że porusza istotne tematy. Wystarczy rzucić okiem na spis treści zawierający rozdziały takie jak: Uwewnętrznianie rewolucji, Różnica w ambicjach przywódczych kobiet i mężczyzn, Co byś zrobiła gdybyś się nie bała?, Zajmij miejsce przy stole, Sukces a bycie lubianym, […] Nie odchodź, zanim odejdziesz, Uczyń swojego partnera prawdziwym partnerem, Mit o tym, że można mieć wszystko.

Włącz się do gry nie jest poradnikiem jest raczej opowieścią mądrej kobiety o drodze jaką przeszła u różnych pracodawców. Sheryl dzieli się swoim doświadczeniem i przywołuje bardzo dużo badań i statystyk ilustrujących stawiane przez nią tezy. To studium kobiecego zachowania, wyborów, wychowania, miejsca w społeczeństwie, oraz stereotypów dotyczących obu płci i tego jak wszystkie te elementy mogą ujawniać się w miejscu pracy. Najbardziej poruszył wynik eksperymentu z Heidi i Howardem, w którym studenci dostają do przeczytania tę samą historię, z tą różnicą, że w połowie przypadków bohaterką jest Heidi, a w połowie przypadków bohaterem jest Howard. Heidi i Howard wykazują dokładnie takie same cechy charakteru i osiągają taki sam sukces. Poproszeni o dokonanie oceny, studenci ocenili Heidi i Howarda jako jednakowo kompetentnych, obdarzyli ich oboje jednakowym szacunkiem jednak polubili tylko Howarda. Wniosek jaki płynie z tego eksperymentu jest następujący: sukces i bycie lubianym są pozytywnie skorelowane w przypadku mężczyzn i negatywnie w przypadku kobiet.

Wierzę, że książka Sheryl Sandberg stanowi świetny punkt wyjścia do oceny własnej sytuacji zawodowej, bo żeby coś zmienić konieczne jest zauważanie i nazwanie obecnego stanu faktycznego. Następnie przychodzi czas na zastanowienie się czy ta konkretna sytuacja wciąż jest dla mnie „O.K.”, a jeśli już nie jest to czy decyduję się na jej zmianę.

Poniżej zamieszczam jeszcze wersję dla zabieganych – wystąpienie Sheryl Sandberg na Ted Taks (English only):

Dziękuję Ci bardzo, że doczytałaś aż dotąd. Mam nadzieję, że udało mi się dostarczyć Ci ciekawego materiału do przemyśleń. Wierzę, że wyciągniesz z tej lektury coś dla siebie – jeśli faktycznie tak jest koniecznie podziel się tym w komentarzu 🙂

Zu

Dlaczego etat?

Robciu odchodzi.
Jak to odchodzi? pytam zdziwiona, bo nic nie wspominał o tym, że szuka innej pracy.
Normalnie odchodzi, właśnie złożył wypowiedzenie.
A gdzie idzie?
Na swoje – otwiera fotobudkę.

Postscriptum Dwa tygodnie później Robciu zdążył ponownie zaaplikować do naszej korporacji i obecnie bierze udział w znanym już sobie procesie rekrutacyjnym. Mogłoby się wydawać, że trendy rządzą tylko światem mody, jednak ich wpływ można też dostrzec na rynku pracy: jakiś czas temu modny był etat w zagranicznej korporacji – najlepiej w banku, później przyszedł czas na pracę w znanych markach, następnie en vogue były start-up’y, a teraz panuje moda na to żeby robić coś własnego. No właśnie… dlaczego etat, a nie jakaś inna forma zatrudnienia?

W moim przypadku na wybór etatu złożyło się kilka rzeczy:

1. Moi rodzice pracowali etatowo, a w rodzinie nie było żadnych przedsiębiorców

Wysyłając pierwsze CV nawet przez chwilę nie pomyślałam, że alternatywą dla pracy na etacie mogłaby być własna działalność gospodarcza czy założenie spółki. To, że mogłabym wytwarzać jakąś usługę, czy też pośredniczyć w sprzedaży produktów lub usług i utrzymywać się z różnicy między zakupem, a odsprzedażą było dla mnie zupełną abstrakcją. Na pewno wpływ na taki stan rzeczy miały wybrane przeze mnie studia językowe, które zupełnie nie tłumaczą rzeczywistości ekonomicznej i mechanizmów rynkowych.

Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że po studiach językowych naturalne byłoby raczej zostanie tłumaczem na DG niż corp girl. Możliwe, tyle, że w tamtym czasie taka forma zatrudnienia dla mnie nie istniała (nie mówiąc już o know how związanym z jej wyborem) i dopiero po jakimś czasie zaczęła przebijać się do mojej świadomości. Z takimi punktami odniesienia i ówczesnymi zasobami w moim przypadku wybór etatu był czymś naturalnym.

Dzisiaj ten wybór jest dużo bardziej świadomy i składają się na niego następujące rzeczy:

2. Jasno wyznaczony zakres obowiązków

Pracując na etacie wykonuję konkretne, określone zadania wykorzystując do tego przestrzeń i sprzęt zapewniony przez pracodawcę. Oczywiście mogę działać proaktywnie i starać się poszerzać zakres moich obowiązków, jednak, co do zasady, o ile nie zajmuję odpowiedniego stanowiska – nie zastanawiam się nad strategią marketingową firmy i nad tym czy w danym kwartale pozyskałam wystarczająco dużo klientów, ani nie mierzę się sama z problemami technicznymi (serdeczne pozdrowienia dla działu IT ;)) czy rozliczaniem faktur – a są to zadania, które znajdują się w job description każdego przedsiębiorcy.

3. Prawa (przywileje ;)) gwarantowane przez kodeks pracy:

  • płatny urlop w wymiarze 26 dni może być uważany za luksus ponieważ przedsiębiorcy nikt za urlop nie płaci. Dla osoby na DG równanie zazwyczaj jest proste – nie pracujesz = nie zarabiasz (chociaż oczywiście są od tego wyjątki takie jak np. jednorazowe stworzenie kursu internetowego, który zarabia niezależnie od tego, czy jego twórca w danej chwili pracuje czy nie).
  • możliwość korzystania z płatnych zwolnień lekarskich (80% średniego wynagrodzenia z ostatnich 12 miesięcy)
  • okres wypowiedzenia

4. Benefity oferowane przez pracodawcę:

  • prywatna opieka medyczna
  • karta sportowa
  • dofinansowanie posiłków w pracy
  • grupowe ubezpieczenie na życie
  • PPE (pracowniczy Program Emerytalny)- pracodawca wpłaca na takie konto, np. 4% naszego wynagrodzenia brutto. Kosztem pracownika jest jedynie podatek dochodowy od takiego przychodu.
  • szkolenia
  • kursy językowe
  • bony i vouchery
  • paczki świąteczne

Powyżej zestawienie z raportu „Benefity – czyli co motywuje pracowników” opracowanego przez Pracuj.pl w 2017 r. Mnie najbardziej cieszą dofinansowania do posiłków, bo dzięki nim mogę oszczędzić czas na przygotowywaniu jedzenia w domu. Regularnie korzystam też z opieki medycznej i karty Multisport.

5. Pewność, że moja wypłata będzie na koncie określonego dnia

Należę do osób, które cenią stabilizację i bezpieczeństwo finansowe – lubię wiedzieć jakimi kwotami dysponuję w danym miesiącu, natomiast przy DG i innych formach prowadzenia biznesu wpływy mogą się znacznie różnić z miesiąca na miesiąc. Nawet przy założeniu, że dysponuję poduszką finansową pozwalającą na kilka miesięcy spokojnego życia perspektywa braku dochodu jest dla mnie mało komfortowa.

Dodatkowo, w przypadku DG za błędy odpowiada się całym swoim majątkiem. Przy prowadzeniu działalności dochodzą też dodatkowe koszty np. księgowości, szkoleń, sprzętu i oprogramowania, czy jeśli, ktoś chciałby pracować inaczej niż z domu – biura. Naturalnie można je później korzystnie rozliczyć pod warunkiem, że dysponujemy kwotą, którą można o nie pomniejszyć.

6. Upodobanie do dużych hierarchicznych struktur z wyznaczoną ścieżką kariery

Mam znajomych, którzy już na studiach wiedzieli, że jakakolwiek korporacyjna struktura będzie ich uwierać – podziwiam ich samoświadomość i umiejętność znalezienia innej, zgodnej ze sobą ścieżki kariery. Sama postrzegam korporacyjne struktury raczej jako możliwości niż ograniczenia – mam w miarę klarowną ścieżkę kariery i dosyć konkretne wymagania, które muszę spełnić żeby przejść o szczebelek wyżej.

7. Fakt, że etat nie wyklucza się z prowadzeniem DG

Wracając do Robcia – w pierwszym czasie mógłby on spokojnie próbować pogodzić pracę na etacie z DG w ramach której oferowałby usługę fotobudki na różnych imprezach (np. na weselach, które zazwyczaj odbywają się w weekendy). Przetarłby się w tym temacie, sprawdził jakie jest realne zapotrzebowanie na taką usługę, zidentyfikowałby potencjalne problemy, oraz przede wszystkim sprawdziłby czy taka forma zarabiania w ogóle jest dla niego atrakcyjna. Osobiście za optymalną uważam metodę małych kroków – stopniowego budowania dodatkowego źródła dochodów, albo chociaż rozpoczynania dodatkowej działalności „na zakładkę” również po to żeby sprawdzić na ile ta alternatywna droga mi odpowiada. Z punktem 7 łączy się inspirujące wideo Krzysztofa Gonciarza “Krok Pierwszy”:

Sama forma zatrudnienia na etacie jest neutralna – nie jest ani dobra ani zła. Znaczenie ma natomiast to jak się czujesz w tej konkretnej formie zatrudnienia. Czy budząc się rano masz poczucie, że znowu musisz iść korposzczurzyć przez 8 godzin czy może raczej, że praca tworzy ramy, które dają Ci poczucie bezpieczeństwa i osadzenia w społeczeństwie, a do tego możesz napić się kawy z firmowego ekspresu w doborowym towarzystwie ;)?

Dziękuję Ci, że doczytałaś aż do tego miejsca. Jestem bardzo ciekawa jak Ty postrzegasz formę zatrudnienia jaką jest etat – proszę napisz w komentarzu co o tym myślisz 🙂

#myworkmypassion

Uwielbiam piec, świetnie mi to wychodzi, a dzielenie się ciastami i tortami z innym i dostarcza mi wiele radości i z tego powodu ludzie często pytają mnie kiedy rzucam etat i otwieram cukiernię. No właśnie, nie otwieram. I to wbrew mocno dziś narzucanemu podejściu #myworkmypassion.

#myworkmypassion – na pewno widziałaś takie tagi w mediach społecznościowych, może masz w swoim otoczeniu osoby, które mogłyby się podpisać pod tym stwierdzeniem, a może sama łączysz pasję i pracę. Każda z nas ma jakieś rzeczy które lubi robić – coś co można określić mianem pasji, tylko nie zawsze ta pasja jest elementem pracy, którą wykonujemy.

Podejście #myworkmypassion jest bardzo nośne, bo odwołuje się do pozytywnych emocji – fascynacji, radości, czy wręcz miłości w komunikatach takich jak „kocham moją pracę”. Mam poczucie, że hasło to zaczyna nabierać cech nakazu:  praca musi być pasją. Taki nakaz wywiera dużą presję, co działa obciążająco psychicznie, bo jeśli moja praca nie jest moją pasją to nie pasuję do tego ładnego obrazka, mogę nawet czuć się gorsza, bo przecież wszyscy na DG robią takie wspaniałe, inspirujące rzeczy, a ja tu sobie w moim korpo analizuję dane, wdrażam six sigma, odpowiadam na pytania klientów, zarządzam zespołem, czy dbam o to żeby faktury były poprawnie zaksięgowane.

Mimo tego, że dzisiaj wszyscy starają się żyć mocniej i bardziej, praca nie zawsze musi być pasją. W szczególności praca na etacie, w której w dużej mierze wykonujesz zlecone obowiązki i nie jesteś panią swojego czasu. Praca może być pasją i super jeśli nią jest zarówno na DG jaki na etacie. Ale jeśli praca nie jest Twoją pasją to może wystarczy, że będziesz się w niej czuła dobrze? Dla mnie to podejście jest bardzo uwalniające – zdejmuje ze mnie ciężar społecznych oczekiwań, a tym samym redukuje poczucie winy, że ich nie spełniam.

Dzisiaj wystarczy mi, że przez większość czasu czuję się w mojej pracy dobrze. Nie zawsze tak się czułam – był taki czas, kiedy będąc w biurze i wykonując zadania w mojej głowie nieustannie brzmiał głos „zaraz tu umrę” – strasznie drenowało mnie to z energii. Być może kiedyś czułaś się podobnie, powodów takiej sytuacji może być wiele, dlatego zawsze warto przyjrzeć im się dokładnie i wdrożyć stosowny action plan. Bo w końcu każda z nas jest CEO jednoosobowej firmy – w moim przypadku ZuSmith.corp której celem jest zatroszczenie się, aby sprawozdanie roczne wypadło jak najlepiej i aby pracownicy byli zadowoleni.

Intencją tego bloga jest właśnie wspieranie Cię, droga Corpgirl, w dbaniu o Twoje zadowolenie, rozwój i równe traktowanie w miejscu pracy. Bo jeśli Ty będziesz zadowolona, będziesz mieć więcej energii i siły i inni tylko na tym skorzystają. Będę to robić dzieląc się z Tobą moimi doświadczeniami, lekturami, obserwacjami i przemyśleniami. Ciebie także zachęcam do tworzenia tej strony poprzez komentowanie wpisów i dzielenie się Twoimi doświadczeniami.

Cheers
Zu